St. Russell Strona Główna


 Ogłoszenie 
REGULAMIN //RELACJE //INFORMATORY //WIZERUNKI //KOMUNIKACJA //ZAMÓWIENIA //KTO ZAGRA? //NIEOBECNOŚCI

Witajcie w szkole St. Russella osadzonej we współczesnym Londynie. Dni mijają tu wolno jak wskazówki zegara podczas lekcji, na ulicach panuje gwar, zaś pogoda często naprzykrza się swoim płaczem, ale bez obaw, mimo wszystko to urokliwe miejsce, pełne entuzjastycznych ludzi dążących do swoich celów. Ucz się, zaprzyjaźniaj, rozwiń pasję, a przede wszystkim zaistniej w społeczności i dobrze się baw!

-GRUPY-RANGI-

NOWOŚCI
- 24.08.2016 - forum zostało oficjalnie otwarte!
- 13.09.2016 - ogólne dane na temat szkoły zostały zebrane w jednym temacie - klik!
- 23.10.2016 - zmiana zasad dotyczących "czyszczenia" - klik! Lada dzień zostanie ono przeprowadzone!
- 06.11.2016 - czystki już niebawem!

EVENTY
- ROZPOCZĘCIE ROKU SZKOLNEGO

LEKCJE
- Język francuski
- ...
- ...

POGODA

WRZESIEŃ 12'C
Powoli robi się coraz chłodniej. Słońca rzadziej wygląda zza chmur, a deszcz pada częściej.


/
administracja ->
/

Poprzedni temat «» Następny temat
Apartament Vincenta
Autor Wiadomość
Vincent
Właściciel Klubu
bitch i'm madonna


Imię i nazwisko: Emmanuel V. Lynn
Wiek: Dwadzieścia siedem lat
Ekwipunek: Telefon, zapalniczka, korkociąg do wina.
Znaki szczególne: Białe włosy i cyniczny wyraz twarzy, który wprost prowokuje do przemocy.
Orientacja: Demiseksualny
Dołączył: 25 Sie 2016
Posty: 50
Wysłany: 2016-09-06, 21:58   Apartament Vincenta


Apartament na ostatnim piętrze utrzymany w nienagannym porządku. Wydawać by się mogło, że niedawno ktoś się do niego wprowadził - nie tylko dlatego, że wygląda na świeże, jakby dopiero co odbył się w nim remont, ale i przez małą ilość mebli. Każda rzecz, nawet pojedyncze krzesło czy żyrandol, było wybierane starannie. I większość rzeczy nadal jest, stąd ta wszechobecna pustka.
Ściany praktycznie w każdym pomieszczeniu pomalowane są na biało, a podłoga natomiast wyłożona jest wyblakłymi, orzechowymi panelami. Całe mieszkanie oświetlają wiecznie uchylone okna bez względu na pogodę i zero zasłon. Gdzieniegdzie zauważyć można równo powieszone drogie obrazy współczesnych artystów bądź minimalistyczne rzeźby. Meble, jeśli już się takowe znajdą, zazwyczaj ograniczają się do czerni i bieli. Ponadto apartament posiada średnich rozmiarów balkon, gdzie znalazło się miejsce na kilka roślin, przezroczysty stolik i dwa plecione fotele okryte miękkimi kocami.
_________________
#a2617b ubiór
 
   Podziel się na:     
Nansen
Student
Pszczółka


Imię i nazwisko: Nansen Olander
Wiek: dwadzieścia trzy lata
Aktualny ubiór: Emanuela: czarno-biała koszula w pionowe pasy, a reszta całkowicie czarna: spodnie z podwiniętymi nogawkami, jazzówki, skarpetki w białe kropki; || Vincent: śnieżnobiała koszula wsadzona w czarne spodnie, bordowe szelki i czarny krawacik. Na nogach jazzówki i skarpetki z bordowymi serduszkami.
Ekwipunek: waniliowe cygaretki, potrzebne dokumenty, portfel, klucze, telefon, cytrynowe gumy do żucia;
Znaki szczególne: pieprzyk pod prawym okiem, androgyniczna uroda, drobne ciało;
Orientacja: panseksualny
Dołączył: 25 Sie 2016
Posty: 58
Wysłany: 2016-09-08, 21:26   

Wcale nie chciał do niego przychodzić. Wcale nie chciał zgadzać się na jego układ. Wcale nie chciał się teraz z nim widzieć. Zacisnął pięści, powtarzając te zdania jak jakąś mantrę, która faktycznie miała spowodować taki stan rzeczy. Obawiał się tego, do czego może dojść pomiędzy nimi, kiedy będą ze sobą na osobności, dodatkowo w apartamencie Vincenta, jakby tego było mało. Nikt nie będzie im się przyglądał, więc będzie mogło dojść do wszystkiego. Zestresował się na samą myśl, a jego brzuch zaczął niekontrolowanie boleć. Naprawdę boi się swoich uczuć i zapewne nadchodzącego momentu słabości.
Wziął głęboki wdech, gdy znalazł się pod jego apartamentem. Wdech wydech. Wszystko pójdzie dobrze. Wchodząc do windy, starał się uspokoić. Poprawił jeszcze tylko swoje włosy i koszulę, bo z jakiegoś powodu zależało mu na dobrym zaprezentowaniu się Vincentowi. Co za hipokryzja z twojej strony, Nansen. Pokręcił głową. Jego całe zachowanie było całkowicie pozbawione sensu, więc nie musiał szukać logiki w swoich działaniach, bo… po prostu jej nie było i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Naprawdę nie poradzi nic na to, że podświadomie zależy mu na Vincencie i chce wyglądać w jego oczach najlepiej, żeby ten miał ochotę patrzeć tylko na niego. Nie zależało mu na spojrzeniach klientów, gdy tańczył; nie zależało mu nawet na rozmowie z nimi. Najbardziej zależało mu na uwadze Vincenta. Gdyby nie on, to wątpiłby w swoje umiejętności i możliwości, a dzięki niemu jest inaczej. Oczywiście wprost się do tego nie przyzna. Po prostu zdaje sobie sprawę, że takie myśli co jakiś czas go nawiedzają, ale stara się je dosyć skutecznie upychać po kątach, udając, że nic takiego miejsca nie miało i nigdy mieć nie będzie.
Z drugiej strony, zastanawiało go zachowanie Vincenta. Był dla niego tylko zabawką i kimś, kogo chce mieć tylko na jedną noc? Nansen stał się dla niego jakimś osiągnięciem, który nagle nie pozwala siebie zaliczyć? Zaliczyć – dosłownie i w przenośni. To było niemożliwie skomplikowane.
Westchnął, wpatrując się w sufit windy. Chwilę później jej drzwi się otworzyły, a przed nim ukazało się docelowe piętro. Przełknął ciężej ślinę. Dotknął swojej klatki piersiowej w miejscu, gdzie znajdowało się jego serce. Biło znacznie szybciej niż normalnie. Miał tylko nadzieję, że Vincent w żaden sposób tego nie odkryje. Naprawdę nie chciał, żeby ten się dowiedział o jego uczuciach… Będzie musiał się o to bardzo postarać.
Podszedł pod właściwy numer drzwi, odchrząknął i zadzwonił. W czasie, gdy oczekiwał na powitanie, po raz kolejny poprawił swoje włosy i ściągnął koszulę na dół, żeby nie znajdowały się na niej niepożądane wygniecenia. Zaraz padnie na zawał.
_________________
 
   Podziel się na:     
Vincent
Właściciel Klubu
bitch i'm madonna


Imię i nazwisko: Emmanuel V. Lynn
Wiek: Dwadzieścia siedem lat
Ekwipunek: Telefon, zapalniczka, korkociąg do wina.
Znaki szczególne: Białe włosy i cyniczny wyraz twarzy, który wprost prowokuje do przemocy.
Orientacja: Demiseksualny
Dołączył: 25 Sie 2016
Posty: 50
Wysłany: 2016-09-08, 23:00   

W całym mieszkaniu rozbrzmiewała spokojna, jazzowa muzyka. Jej źródło znajdowało się w salonie, gdzie na kanapie, jedynym dostępnym siedzeniu w pomieszczeniu, wylegiwał się białowłosy mężczyzna. Noga oparta o podłokietnik mebla poruszała się w rytmie muzyki. Balansował na niej czarny kapeć, który z każdym ruchem zbliżał się coraz bardziej do upadku. Nieobecny wzrok Vincenta zawieszony był na suficie. A całą tę beztroską scenerię dopełniały butelka wina i prawie pusty kieliszek.
Wtem prócz muzyki, w pokoju rozbrzmiało głośne westchnięcie. Właściciel tego niewielkiego, ale majętnego dobytku, wyciągnął rękę po kieliszek i pochylił go do swoich ust. Wziął jednego dużego łyka, a z kącików jego ust wypłynął mały strumień czerwonej cieczy. Nagle rozległo się zawzięte kaszlenie, kapeć spadł wreszcie na podłogę, a wspomniany wcześniej mężczyzna wyprostował się gwałtownie i z hukiem odłożył kieliszek na stolik. Kaszlał tak kilka chwil, dopóki uciążliwa niemożność złapania oddechu zniknęła całkowicie. Przeklął na cały głos.
Wszystko chce mnie zabić – powiedział do siebie pod nosem, mściwie zerkając na pusty już kieliszek. Po tym jego wzrok zawędrował na zegar. Westchnął po raz kolejny, przeczesał swoje włosy i uprzednio poprawiając szlafrok, znowu walnął się na kanapę. – Nawet cholerne wino – dodał z wyrzutem, odwracając się plecami do całego świata. Zamknął oczy, ale już po chwili stęknął na cały głos i wstał ociężałym i pełnym bólu ruchem. Założył kapeć i sięgnął po butelkę wina, z której pił podczas drogi do sypialni. Stał przez jakiś czas przed szafą, przyglądając się swoim schludnie wiszącym na wieszakach ubraniom. Zerknął w bok, na lustro. Wziął łyka, napompował policzki, podniósł brwi i zaczął robić ze swoją twarzą różne dziwne rzeczy, aż w końcu nie wytrzymał, uśmiechnął się, a z jego ust wyleciało całe trzymane w nich wino. A zaraz po nim donośne przekleństwo i szybki tupot do kuchni. Wziął z niej wilgotną szmatę, którą wyczyścił mokrą plamę i wrzucił ją do kosza. Już na poważnie wyjął z szafy ubrania, wziął szybki prysznic, przebrał się i wyperfumował. Odstawił kieliszek z salonu, ściszył nieco muzykę i przejrzał ostatni raz w lustrze, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Zamarł, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. Przyciemnił światło w salonie i skierował do drzwi. Otworzył je na prawie całą szerokość, przyglądając się zaproszonemu gościowi.
Czekałem na ciebie – rzucił, stając do drzwi bokiem i wyciągając rękę w bok w geście zaproszenia do środka. Zamknął za nim drzwi i wszedł do salonu. – Czuj się jak u siebie – dodał, siadając na kanapie. Tym razem na stoliku obok nowej, nienaruszonej jeszcze butelki wina stały nie jeden, a dwa czyste kieliszki. Zlustrował go spokojnie bez słowa, rękę wyciągając wzdłuż oparcia mebla. – Nie miałeś żadnych problemów z dojazdem? – spytał ze zwykłej uprzejmości, stukając palcami o skórzaną powierzchnię. Po tym siedział przez chwilę w ciszy, jedynie zawieszając na nim swój wzrok. – Naprawdę ładnie dziś wyglądasz – powiedział w końcu, posyłając mu uśmiech. Oparł głowę o rękę. – Specjalnie dla mnie? – zażartował, uśmiechając się jeszcze szerzej.
_________________
#a2617b ubiór
 
   Podziel się na:     
Nansen
Student
Pszczółka


Imię i nazwisko: Nansen Olander
Wiek: dwadzieścia trzy lata
Aktualny ubiór: Emanuela: czarno-biała koszula w pionowe pasy, a reszta całkowicie czarna: spodnie z podwiniętymi nogawkami, jazzówki, skarpetki w białe kropki; || Vincent: śnieżnobiała koszula wsadzona w czarne spodnie, bordowe szelki i czarny krawacik. Na nogach jazzówki i skarpetki z bordowymi serduszkami.
Ekwipunek: waniliowe cygaretki, potrzebne dokumenty, portfel, klucze, telefon, cytrynowe gumy do żucia;
Znaki szczególne: pieprzyk pod prawym okiem, androgyniczna uroda, drobne ciało;
Orientacja: panseksualny
Dołączył: 25 Sie 2016
Posty: 58
Wysłany: 2016-09-11, 01:58   

Wziął głębszy wdech i zacisnął pięści. Mając wrażenie bycia podglądanym przez wizjer drzwi naprzeciw, skierował głowę w dół i zaczął przyglądać się swoim butom. Cały czas w głowie wręcz huczało mu od przeróżnych myśli, których bezskutecznie starał się pozbyć. Miał nawet wrażenie, że z sekundy na sekundę jest ich coraz więcej, przez co niemożliwie się irytował całą tą sytuacją.
Otworzył szerzej oczy, kiedy przed nim pojawił się Vincent. Przełknął ciężej ślinę, uważnie się w niego wpatrując. W końcu się ocknął, gdy się odezwał i pierwsze słowa dotarły do jego uszu. Zamrugał parę razy, kiedy ujrzał wnętrze jego mieszkania. Cały czas do niego nie docierało to, że znajdą się sami w czterech ścianach. Zmarszczył brwi.
Domyślam się – rzucił chłodno i wszedł posłusznie do środka. Uważnie rozejrzał się dookoła, wszystko dokładnie mierząc wzrokiem. Podobała mu się estetyka całego tego pomieszczenia. Czuł się… komfortowo pod tym względem. Poszedł za nim do salonu, swoim wzrokiem dalej błądząc po ścianach, a w pewnym momencie nawet po suficie i podłodze. Przytaknął na jego słowa, związane z gościną i po tym usiadł obok niego na kanapie, w bezpiecznej odległości, oczywiście.
O TO SZMATA
Niezbyt duże… – zaczął obojętnie, starając się na niego nie spoglądać. – Parę korków na mieście, ale to nic. Tak to trafiłem bez problemów – powiedział zwięźle, mając nadzieję, że w jego głosie aż tak nie było słychać tego, jak bardzo jest spięty. Dłonie cały czas trzymał na kolanach, mocno je ściskając, a o kanapę nawet bał się oprzeć, jakby ta miała zaraz uruchomić jakąś bolesną pułapkę. Wstrzymał oddech, kiedy usłyszał od niego pochwałę. Swój wzrok skierował na dół i delikatnie się zarumienił. Odchrząknął. – Możliwe… – Przełknął ciężej ślinę i na niego spojrzał. Zmierzył go wzrokiem i w końcu oparł się o oparcie. Westchnął, żeby pozbyć się jakiegoś niezidentyfikowanego ciężaru. – Ty też ładnie dziś wyglądasz, więc to też specjalnie dla mnie? – Podniósł jedną brew do góry, kontynuując jego łączenie faktów, które sam rozpoczął. Zignorował fakt, że w taki sposób również go skomplementował. Cóż… faktycznie wyglądał ładnie. Zresztą, Vincent zawsze ładnie wygląda. Zmarszczył brwi, nagle sobie coś uświadamiając. – Zaraz. Więc na co dzień wyglądam brzydko? – Spojrzał na niego z pretensjami. Przecież zawsze stara się wyglądać ładnie. A fakt, że jest teraz z Vincentem, nic nie znaczy. Nawet jeżeli bardziej szczegółowo dobierał do siebie ciuchy… To tym bardziej nic nie znaczy.
Na czym ma polegać moje dotrzymywanie tobie towarzystwa? Jaki jest tego sens? – Zmienił temat, mając teraz okazję do zadawania mu pytań. Założył ręce na klatce piersiowej, jak to miał w zwyczaju, kiedy coś obrażało jego dumę albo coś mu do siebie nie pasowało. – I czemu chcesz spłacić mój dług w zamian za taką drobnostkę? Nie wystarczy ci codzienne widzenie mnie w klubie? – Odchylił głowę do tyłu, starając się to jakoś poskładać w całość. Jednakże nic nie było wyjątkowo jasne, żeby mógł to pojąć. Vincent był naprawdę dziwnym człowiekiem. Cóż, Nansen z pewnością też, skoro tak bardzo chowa swoje uczucia i w tym samym czasie udaje, że nienawidzi swojego obiektu westchnień. Westchnął na samą myśl o tym.
_________________
 
   Podziel się na:     
Vincent
Właściciel Klubu
bitch i'm madonna


Imię i nazwisko: Emmanuel V. Lynn
Wiek: Dwadzieścia siedem lat
Ekwipunek: Telefon, zapalniczka, korkociąg do wina.
Znaki szczególne: Białe włosy i cyniczny wyraz twarzy, który wprost prowokuje do przemocy.
Orientacja: Demiseksualny
Dołączył: 25 Sie 2016
Posty: 50
Wysłany: 2016-09-11, 20:51   

Rozumiem. To dobrze – odpowiedział na stwierdzenie, że dotarł tutaj bez problemów. – Bałem się, że coś spotka cię po drodzealbo ktoś, dodał w myślach – Ale najwidoczniej nie było takiej potrzeby. – Uśmiechnął się, zwracając uwagę na jego sztywną pozę. Swój wzrok dłużej zatrzymał na jego dłoniach, po czym jak gdyby nic wrócił nim na twarz Nansena, nie dając po sobie poznać, że zauważył, jak spięty jest. Założył nogę na nogę. Na słowo “możliwe” podniósł jedną brew do góry. Jeśli miałby być szczery ze samym sobą… miał raczej wrażenie, że zareaguje kategorycznym zaprzeczeniem, niżeli potwierdzeniem. Nawet jeśli słowo “możliwe” nie oznaczało tego samego, co “tak”. Zaskoczył go tym, jak i faktem, że przyjął jego komplement bez słowa sprzeciwu.
Tak – odpowiedział na pytanie bez chwili zawahania. Oczywiście, że przy wyborze ubrań zwrócił uwagę na fakt, że się z nim spotka. Gdyby to było dla niego bez znaczenia, otworzyłby mu drzwi w szlafroku. Uśmiechnął się, podnosząc jeden kącik ust do góry, ale kiedy usłyszał jego pretensjonalny ton, otworzył usta, nie wiedząc, skąd nagle takie oskarżenia. Parsknął krótkim i cichym śmiechem, po czym wrócił na swoje miejsce. – Zawsze wyglądasz niesamowicie... Ale dzisiaj przeszedłeś samego siebie – wybrnął z sytuacji, uśmiechając się rozbawiony. Nansen, co to było? Kobiece geny? Pokręcił głową i oparł się nią o rękę. – Zresztą… założę się, że nawet w starych, rozciągniętych dresach wyglądałbyś olśniewająco – dodał – Nie ma możliwości, byś wyglądał w czymś źle. – Uśmiechnął się delikatnie. – To nie ubrania ciebie ozdabiają. To ty sprawiasz, że wyglądają tak dobrze – skończył, przechylając głowę w bok. Mógłby mówić o jego wyglądzie w kółko i w kółko. Nawet taka dawka komplementów wydaje się w jego mniemaniu niewystarczająca. Ma na ten temat jeszcze tak wiele do powiedzenia…
Gdy wtem zaczął zadawać pytania, westchnął cicho. Nie znalazł jeszcze racjonalnej wymówki na swoje zachowanie. Natomiast prawda i jego zawziętość mogą go trochę… przerazić, a tego chce uniknąć. Dlatego bez słowa po prostu sięgnął po butelkę wina i otwierając je korkociągiem, nalał go po równo do kieliszków. Podał jeden z nich Nansenowi i ponownie oparł się plecami o kanapę, tym razem nieco bliżej chłopaka.
Myślałem, że wyraziłem się jasno – powiedział, biorąc jednego łyka. – Chcę cię widzieć jedynie w swoim towarzystwie. A na czym ma to polegać? – Podniósł kieliszek na wysokość swojej twarzy i zaczął mu przyglądać. – Na ładnym wyglądaniu i uroczym śmianiu z moich żartów. – Odwrócił twarz w jego stronę i uśmiechnął. Wziął kolejnego łyka. – Niczego nie będę od ciebie wymagał – sprostował, poważniejąc. Zamyślił się, koniec końców przybliżając się jeszcze bliżej niego. – Jeśli naprawdę chcesz, żebym się powtórzył… – szepnął – Sens jest taki, bym nie musiał się denerwować, kiedy jacyś prostacy z drugiej półki uważają, że mogą tak bezceremonialnie do ciebie podejść. I, co mnie najbardziej irytuje, dotykać. – Mówił cicho i poważnym tonem. Przyglądał mu się przez chwilę. – Dzieł się nie dotyka. Je się podziwia. Tylko nieokrzesani kretyni nie wiedzą, jak uszanować sztukę. A ty zasługujesz na coś więcej. – Rozkręcił się i już sam nie był pewien, co zaraz przyjdzie mu na język. – Klub nocny nie jest dla ciebie odpowiednim miejscem. Trzymałem cię tam tylko dlatego, że w innym przypadku nie mógłbym na ciebie patrzeć. A gdybyś… – zatrzymał się na chwilę, zastanawiając się, czy aby dokończyć zdanie. Po krótkiej chwili uznał jednak, że nie będzie się cackał. – …Sam spłacił dług, nie mógłbym tego robić. Odfrunąłbyś, a ja zostałbym z tą tandetą, od której bolą mnie oczy. – Zawiesił na nim wzrok, nie odzywając się. Po tym uśmiechnął się jak gdyby nic. – Dlatego naprawdę cieszę się, że przystanąłeś na moją propozycję. Nawet jeśli nie miałeś innego wyjścia. – Stuknął swoim kieliszkiem o jego i wziął łyka.
_________________
#a2617b ubiór
 
   Podziel się na:     
Nansen
Student
Pszczółka


Imię i nazwisko: Nansen Olander
Wiek: dwadzieścia trzy lata
Aktualny ubiór: Emanuela: czarno-biała koszula w pionowe pasy, a reszta całkowicie czarna: spodnie z podwiniętymi nogawkami, jazzówki, skarpetki w białe kropki; || Vincent: śnieżnobiała koszula wsadzona w czarne spodnie, bordowe szelki i czarny krawacik. Na nogach jazzówki i skarpetki z bordowymi serduszkami.
Ekwipunek: waniliowe cygaretki, potrzebne dokumenty, portfel, klucze, telefon, cytrynowe gumy do żucia;
Znaki szczególne: pieprzyk pod prawym okiem, androgyniczna uroda, drobne ciało;
Orientacja: panseksualny
Dołączył: 25 Sie 2016
Posty: 58
Wysłany: 2016-09-18, 23:59   

Zmarszczył brwi, kiedy na swoje poważne oskarżenia otrzymał śmiech. Co było w tym zabawnego? Cały czas był przecież śmiertelnie poważny i pod żadnym pozorem w żaden sposób nie żartował. Więc czemu znalazł miejsce na śmiech? Przyjrzał mu się podejrzanie, chcąc wyłapać wzrokiem najmniejszy cień rozbawienia. Zresztą, Vincent w jego towarzystwie szczerzył się praktycznie przez cały czas. To tak bardzo go denerwowało. Ten jego uśmiech. Jakby wcale nie brał go na poważnie. Dlatego wcale nie powinno się mu dziwić, że całą ich relację odbiera jako jedną, wielką grę czy zabawę. Zabawa, która ostatnio kręci się wokół tego, czy Nansen ulegnie i zdradzi swoje uczucia czy może jednak uda mu się je zachować. Jeżeli mu się uda – wygrywa, a jeżeli przegra… wygrywa Vincent. Nie wiadomo kto ustalał te zasady, ale najwidoczniej obaj przystanęli na takie warunki i cały czas w tym tkwią.
Otworzył szerzej oczy, kiedy zaczął się tłumaczyć. To, co mówił było naprawdę miłe, ale… tego było za wiele. Patrzył się na swoje kolana z delikatnym rumieńcem na twarzy. Nie wiedział w jaki sposób powinien na to zareagować. Uśmiechnął się nawet delikatnie. Nie sądził, że w taki sposób wypowie się na ten temat; że aż tyle ma do powiedzenia na temat jego wyglądu. Zrobiło mu się cieplej w środku, ale to nie zmieniało faktu, że nie wiedział, co ma na to odpowiedzieć. Pomasował się po karku, zbierając myśli.
Przestań… – wymamrotał, próbując powstrzymać nieśmiały uśmiech, który niekontrolowanie wkradał mu się na twarz. Gdy skończył już mówić, odetchnął i poczuł się już nieco pewniej. Sytuacja się polepszyła, kiedy dostał też w swoje rączki wino. Od razu upił łyka, udając, że wcale nie zwrócił uwagi na to, że Vincent znalazł się bliżej niego. Wsłuchiwał się dokładnie w to, co ten ma mu do powiedzenia, co jakiś czas marszcząc brwi i analizując otrzymane informacje.
Sens jest taki, bym nie musiał się denerwować, kiedy jacyś prostacy z drugiej półki uważają, że mogą tak bezceremonialnie do ciebie podejść. I, co mnie najbardziej irytuje, dotykać.
Prychnął na te słowa, przewracając oczami. Kiedy mężczyzna stał się o niego taki zazdrosny i zaborczy? Naprawdę w tak dużym stopniu denerwowało go to, że znajduje się w towarzystwie innych osób? Chociaż, nie oszukujmy się – Nansen pewnie zachowywałby się dokładnie tak samo, jeżeli chodziłoby o Vincenta. Nie mógłby znieść podobnych widoków, więc po części go rozumiał. Różnica była taka, że Nansen nie potrafiłby zadbać o to, żeby jego obiekt westchnień nie zadawał się z osobami, z którymi on sam się czasem zadaje.
Nie jestem żadnym dziełem sztuki – zaprotestował od razu, kiedy usłyszał te słowa. Spojrzał na niego, a ten znalazł się jeszcze bliżej. Jeszcze trochę i Vincent chyba usiądzie mu na kolanach. Albo na głowie. – Rozumiem, że dzieła się kupuje, tak jak ty kupiłeś mnie i zapewne byłbyś w stanie oprawić mnie w ramkę, ale jestem prawie pewien, że jestem normalnym człowiekiem. Takim jak ty albo ten facet z klubu, o którego byłeś tak zazdrosny… – Specjalnie wspomniał o nieznajomym mężczyźnie, chcąc mieć niewielką szansę na ponowne wywołanie w nim wcześniej wspomnianej zazdrości.
Westchnął na jego kolejne słowa. No tak. Chciał go powstrzymać przed odejściem. Podniósł jedną brew do góry, będąc ciekawym takiego wyznania. Nie rozumiał tego, dlaczego tak bardzo mu zależało na Nansenie. Próbował się jakoś w tym połapać, ale wszelkie próby kończyły się na niczym. Zamyślił się na ten moment i ocknął dopiero wtedy, kiedy stuknął się z nim kieliszkami. Upił po tym jednego łyka i odchrząknął.
Dlaczego tak bardzo ci na mnie zależy? Rozumiem, jakbyś był zakochany, ale… – Tu zrobił przerwę, żeby niepewnie na niego spojrzeć. Chyba nie tak brzmiałaby jego odpowiedź? – …sama chęć posiadania i podziwiana jest co najmniej bez sensu. Nic nie będziesz z tego miał. – Wzruszył ramionami, a po tym upił kolejnego, tym razem pokaźniejszego łyka z kieliszka. – Ja osobiście byłbym zawiedziony, gdybym mógł tylko na ciebie patrzeć i nic więcej… – Zamarł w bezruchu i otworzył szerzej oczy. Co on właśnie powiedział? Zmarszczył brwi. – Znaczy… gdybym był na twoim miejscu. Wiesz… Rozumiesz o co mi chodziło… – Zaczął się tłumaczyć, odwracając wzrok. Postukał palcami o swoje kolano, teraz czując się bardzo niekomfortowo przez słowa, które wydobyły się z jego gardła. Zacisnął usta w cienką linię, nie wiedząc, co teraz z tym zrobić.
_________________
 
   Podziel się na:     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




czo.pl - załóż darmowe forum już dziś!







Większość obrazków została zaczerpnięta ze stron takich jak zerochan. Jeśli pojawiła się tutaj jakaś twoja praca, a nie życzysz sobie, by tu była - skontaktuj się z administracją forum, a grafika zostanie niezwłocznie usunięta ze strony.
Styl oraz większość kodów została wykonana przez corazon
więcej znajdziesz na stronie
{dostosowane do czo.pl}
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 8