St. Russell Strona Główna



 Ogłoszenie 
REGULAMIN //RELACJE //INFORMATORY //WIZERUNKI //KOMUNIKACJA //ZAMÓWIENIA //KTO ZAGRA? //NIEOBECNOŚCI

Witajcie w szkole St. Russella osadzonej we współczesnym Londynie. Dni mijają tu wolno jak wskazówki zegara podczas lekcji, na ulicach panuje gwar, zaś pogoda często naprzykrza się swoim płaczem, ale bez obaw, mimo wszystko to urokliwe miejsce, pełne entuzjastycznych ludzi dążących do swoich celów. Ucz się, zaprzyjaźniaj, rozwiń pasję, a przede wszystkim zaistniej w społeczności i dobrze się baw!

-GRUPY-RANGI-

NOWOŚCI
- 24.08.2016 - forum zostało oficjalnie otwarte!
- 13.09.2016 - ogólne dane na temat szkoły zostały zebrane w jednym temacie - klik!
- 23.10.2016 - zmiana zasad dotyczących "czyszczenia" - klik! Lada dzień zostanie ono przeprowadzone!
- 06.11.2016 - czystki już niebawem!

EVENTY
- ROZPOCZĘCIE ROKU SZKOLNEGO

LEKCJE
- Język francuski
- ...
- ...

POGODA

WRZESIEŃ 12'C
Powoli robi się coraz chłodniej. Słońca rzadziej wygląda zza chmur, a deszcz pada częściej.


/
administracja ->
/

Poprzedni temat «» Następny temat
Bar "Sunset"
Autor Wiadomość
Elijah
Nauczyciel
Nauczyciel j. francuskiego | w zast. informatyk


Imię i nazwisko: Elijah Russell
Wiek: 34 lata
Aktualny ubiór: biała koszula z kołnierzem; czarny krawat pod szyją; ciepły, brązowy sweter; tego samego koloru rozpięta kurtka; ciemne spodnie; czarne, eleganckie buty; szara torba na ramię
Ekwipunek: smartfon; notebook; power bank; słuchawki douszne; leki przeciwbólowe; pokrywka i szmatka do okularów; srebrny zegarek na ręku
Znaki szczególne: okulary bez dolnej krawędzi na nosie; przenikliwe spojrzenie ciemnych oczu; długie palce; spokój wymalowany na twarzy; piercing w pępku
Orientacja: Demisekusalna
Dołączył: 19 Sie 2016
Posty: 156
Wysłany: 2016-09-04, 21:19   Bar "Sunset"
   Tytuły: Administrator/Główny Mistrz Gry


Nieduży budynek umiejscowiony w nierzucającym się w oczy miejscu, aczkolwiek migający szyld dostatecznie zwraca uwagę przechodniów. Drzwi dla personelu znajdują się na tyłach, zaś od strony ulicy widnieje główne wejście zamykane zwykle grubą kłódką. Bar czyny jest niemal cały dzień, zapewniając ciekawe imprezy nocne. Szeroki parkiet zajmuje główną część sali, na jej obrzeżach poustawiano stoliki z miękkimi poduszkami na siedzeniu, natomiast po lewej rozciąga się długi bar oferujący najrozmaitsze napoje. Stoją przy nim wysokie krzesła, które umożliwiają lepsze przyjrzenie się alkoholom widniejącym za szybą. Drzwi do toalet znajdzie się w kącie, wstęp jest bezpłatny.
_________________
#C2B280 - amerykański | #C35C6F - francuski

kp | telefon | mail | relacje | dodatkowe | informator | głos | theme

After all that you put me THROUGHT
You think I'd despise you
But IN THE END I wanna thank you
Couse you made me that much stronger
 
   Podziel się na:     
Javier 
Uczeń
Truth


Imię i nazwisko: Javier Lavezzi
Wiek: 18 lat
Aktualny ubiór: Zwyczajny
Ekwipunek: Srebrny wisiorek z krzyżem
Znaki szczególne: Czarne oczy i okulary
Orientacja: Heteroseksualny
Dołączył: 03 Wrz 2016
Posty: 13
Wysłany: 2016-09-06, 14:21   

Dzisiejszy wieczór był dla Javiera czymś mało niezwykłym, w gruncie rzeczy można by rzec, że nawet rutynowym. Wraz z rozpoczęciem roku szkolnego chłopak wrócił do pracowania późnymi porami, byleby tylko zarabiać jakiekolwiek pieniądze na swoje zachcianki. Biorąc pod uwagę rozpoczęcie trzeciego roku, musiał zaniechać kilku innych prac dorywczych, skupiając się na tej, która jest dla niego najwygodniejsza oraz przynosi najlepszy dochód biorąc pod uwagę czas w robocie. Wybrał zatem posadkę barmana, nie zapominając o tym, by przygotować się na pokazy motocross za kilka tygodni, które mają odbyć się w Londynie.
Standardowo ruszył do baru w zwykłym ubraniu, chcąc przebrać się w szatni dla personelu, gdy już tam dotrze. Dojechał komunikacją miejską prawie pod same drzwi "Sunset" i wszedł wejściem dla pracowników, witając się z menadżerem, właścicielem i kilkoma kelnerkami, które akurat kończyły zmianę. W ciszy zmienił ubiór, nakładając na siebie elegancką, białą koszulę, kamizelkę typową dla barmanów i mały, czarny krawat, który był tego samego koloru co wspominane okrycie koszuli. Gotowy do pracy wyszedł do ludzi i pojawił się za barem, otrzymując już dwa pierwsze zamówienia.
Przygotował dwa piwa i jednego drinka - margaritę konkretnie, wchodząc w tym samym z marszu w rytm pracy baru. Kiedy wykonał zamówienia od razu wziął się za umycie i przetarcie kilku szklanek, które przydadzą mu się na później, gdy przyjdzie czas na kolejne drinki. Poprawił palcem okulary, które jak zwykle ciążyły mu na nosie, musi sobie w końcu sprawić soczewki. Wtem podszedł do niego ktoś, kto zamówił trzy drinki: dwa razy pinacoladę i martini z lodem, za których przygotowanie wziął się kilka sekund później. Odwrócił się plecami do baru i zaczął wybierać odpowiednie składniki, które będą mu potrzebne do stworzenia wysublimowanych nut smakowych.
 
   Podziel się na:     
Charlie 
Uczeń


Imię i nazwisko: Charlie Lyttelton
Wiek: 17 lat
Aktualny ubiór: czarny sweter; skórzana kurtka; podziurawione jeansy; trampki
Ekwipunek: telefon; portfel
Znaki szczególne: niebieskie włosy; średni wzrost (168cm)
Orientacja: heteroseksualna
Dołączyła: 03 Wrz 2016
Posty: 10
Wysłany: 2016-09-06, 15:41   

Charlie aktualnie nie zagrzewała miejsca w żadnej pracy – na dobrą sprawę wcale nie musiała się do takowej zaciągać, ponieważ zarobki wciąż pracującej ciotki były wystarczająco wysokie, by pokryć wszelkie koszty związane z mieszkaniem i ofertami od życia. Niemniej od czasu do czasu decydowała się na jakieś prace sezonowe dla własnej satysfakcji, a także w formie odciążenia krewnej, nie chciała zostać przypadkiem określona darmozjadem. Pogodzenie tego z zajęciami szkolnymi nie sprawiało dziewczynie większego problemu, dość łatwo przyswajała wiedzę, aczkolwiek nie zawsze potrafiła nią odpowiednio manipulować. Ile to razy coś umiała, a głupim błędem „kopsnęła” się na sprawdzianie i dostała ocenę niższą od oczekiwanej a, w jej mniemaniu, zasłużonej.
Po powrocie ze szkoły odrobiła zadania domowe, przygotowała coś zawczasu na kolację, a potem – uznając, że dzisiejsza pogoda nie sprzyja nocnym obserwacjom nieba – postanowiła wybrać się na spacer po mieście. Świeże powietrze przyniosło za sobą ulgę i nikłe poczucie wolności, które chłonęła wręcz z zadowoleniem na twarzy, z drugiej jednakże strony przyprawiałoby ją to również o dreszcze z chłodu, gdyby nie narzuciła wcześniej na czarny sweter tego samego koloru kurtki. Ostatecznie jej nogi zaprowadziły ją pod jeden z barów, zapalając mimowolnie w głowie czerwoną lampkę. W takich miejscach papierosy były wręcz mile widziane, a z jej alergią na nikotynę wolała niepotrzebnie nie pchać się w łzawienie, kichanie i swędzenie. Co nie znaczy, że nie mogła zajrzeć do środka.
Niesiona nadzieją na spotkanie pewnej osoby wkroczyła śmiało do lokalu, lustrując jego wnętrze uważnym wzrokiem. W końcu niebieskie spojrzenie spoczęło na posturze znajomego za ladą, dlatego w następnej chwili pojawiła się przy niej z przyjaznym uśmiechem na twarzy.
- Dla mnie też załatwisz coś dobrego? – zagadała, dziękując w duchu za wysokość barowych krzeseł, inaczej pewnie musiałaby nieznacznie zadzierać głowę, zwłaszcza że Javier przerażał ją czasami swoim kolosalnym wzrostem. – Jeśli się postarasz, może zostanę Twoją stałą klientką – dodała żartobliwie w próbie stworzenia luźnej atmosfery, co miała na uwadze przede wszystkim przez znajomość charakteru rozmówcy.
 
   Podziel się na:     
Javier 
Uczeń
Truth


Imię i nazwisko: Javier Lavezzi
Wiek: 18 lat
Aktualny ubiór: Zwyczajny
Ekwipunek: Srebrny wisiorek z krzyżem
Znaki szczególne: Czarne oczy i okulary
Orientacja: Heteroseksualny
Dołączył: 03 Wrz 2016
Posty: 13
Wysłany: 2016-09-08, 13:43   

Szkoła się dopiero zaczynała, więc nawet jako trzecioklasista nie miał zbyt wielu obowiązków nałożonych na siebie, przynajmniej przez najbliższe dwa miesiące. Nauka na bieżąco, bądź czasem nawet z wyprzedzeniem pozwalała mu na to, by godzić uczenie się z pracą dorywczą. Złożył kilka CV i najszybszą odpowiedź dostał właśnie od właścicieli baru Sunset, u których pracował już w poprzednim roku. Wobec tego, że umowa była podpisana taka sama jak wcześniej, ominął wiele papierkowej roboty i mógł się skupić już na tym, by następnego dnia pojawić się w pracy, celem zaspokojenia gardeł kilkudziesięciu klientów chcących spróbować trochę alkoholu.
Biorąc pod uwagę godzinę i porę nie spodziewał się spotkania z kimkolwiek ze szkoły, gdyż w tygodniu ciężko było o to, by spotkać kogoś z St Russell. Z resztą, od poniedziałku do czwartku i tak miał mniej pracy niż w weekendy, kiedy to bar pękał w szwach od ilości gości. Stąd też jego lekkie zdziwienie, gdy zobaczył wchodzącą do baru niebieskowłosą Charlie, z którą miał okazję rozmawiać już kilka razy. Nie mógł powiedzieć, że znał ją dobrze, ale z pewnością mógł stwierdzić, że dziewczyna nie zraziła się do niego po pierwszych kilku nieudanych próbach zagadania go. Była uparta, choć trochę mu to nawet imponowało, wszakże nieczęsto spotykał takie osoby, które były zdeterminowane by go poznać do tego stopnia, że w końcu Javier się przełamał i porozmawiał z nią. To pewnie musiało dać jej dziką satysfakcję.
Westchnął lekko, czując, że zbliża się kolejna rozmowa i to dłuższa, niż ze zwykłymi klientami, zatem przygotował się po części na to psychicznie. Nie był dziś w najlepszym humorze, ale musiał zachowywać się profesjonalnie, nie mógł ryzykować utraty pracy, traktując niebieskowłosą jak swojego wroga, albo nachalną klientkę - taką bowiem nigdy nie była i nawet jeśli mógł wydawać się być krytyczny oraz oschły wobec niej, na pewno lubił ją bardziej, niż kogokolwiek innego w szkole, choć te lubienie to też trochę naciągane.
- Jest dosyć wcześnie, zatem mam wszystkiego pod dostatkiem. - odpowiedział, prezentując cały bar za sobą. - Co podać? - spytał, polerując w tym czasie jedną szklankę.
Pomimo tego, że twarz nie wyrażała praktycznie żadnych emocji, może tylko rutynę, chłopak cieszył się w duchu, że jedną z jego pierwszych klientek była Charlie. Przy niej zawsze jakoś czas szybciej leciał, choć może to dlatego, że dziewczyna nie ustawała w wysiłkach zagadywania go, przez co musiał się produkować na jakieś odpowiedzi, albo na samo lekceważenie jej, a to też wymaga wkładu i inwencji.
- Mamy promocję na piwo dzisiaj, drugie za pół ceny. - doinformował dziewczynę, odkładając szklankę w miejsce wszystkich naczyń, w które za kilka, może kilkanaście minut rozleje kolejne dawki ogłupiającego alkoholu. Przygotowując pozostałe zamówienia co jakiś czas dyskretnie zerkał na siedemnastolatkę z nadzieją, że jeszcze się nie rozmyśliła i nie wyszła, poszukując innych wrażeń na ten nudny wieczór, w tym smutnym jak pizda mieście.
Klient zamówił Long Island Iced Tea, zatem chłopak wziął się za przygotowanie składników: wódki, ginu, rumu, likieru, tequili, soku z cytryny, syropu limonkowego oraz lodu. Wszystko poza colą wlał do shakera, na dno wysypując wcześniej lód. Przygotował szklankę, do której rozleje drinka i zaczął szybko potrząsać przedmiotem, by składniki dobrze się wymieszały. Wlał zawartość shakera do szklanki, na której dnie również znajdował się lód, dolał colę i ukroił mały plasterek pomarańczy, którą miał akurat na stole. Dodał słomkę i gotowe. Kelner odebrał zamówienie, zanosząc je do stolika klienta, a sam Javier zabrał się za umycie shakera.
 
   Podziel się na:     
Charlie 
Uczeń


Imię i nazwisko: Charlie Lyttelton
Wiek: 17 lat
Aktualny ubiór: czarny sweter; skórzana kurtka; podziurawione jeansy; trampki
Ekwipunek: telefon; portfel
Znaki szczególne: niebieskie włosy; średni wzrost (168cm)
Orientacja: heteroseksualna
Dołączyła: 03 Wrz 2016
Posty: 10
Wysłany: 2016-09-09, 16:17   

Największą pieniężną korzyść uzyskała dzięki wydaniu swojej książki, ta zaś została potraktowana na sklepowych półkach całkiem dobrze. Z tego, co wyczytała w Internecie, ludzie chwalili ją sobie jako przyjemną lekturę na wieczór, taką też w zamyśle miała pełnić funkcję. Nie obyło się bez paru negatywnych opinii, ale najważniejszym faktem dla dziewczyny okazało się osiągnięcie czegoś takiego, jak opublikowanie swojej pracy dla rozrywki osób trzecich. Przelewanie myśli na papier przychodziło jej z naturalną łatwością, nie rozważała jednakże na poważnie podjęcia się takiej pracy. Goniące terminy, bezwenie albo napływający od strony internautów krytycyzm wzbudzał w niej pewne zwątpienie, najwyraźniej raz postanowiła zrobić wyjątek, uznając w duchu, że historia sympatycznego nauczyciela i robota może okazać się czymś odpowiadającym gustom chociaż części odbiorców.
Nie narzekała na tak zwane „bycie emocjonalnym kaleką”, dlatego wszelakie kontakty interpersonalne traktowała jako nieodłączną i niemal obowiązkową część normalnego życia. Nie brakowało jej nigdy wiernego towarzysza rozmów, aczkolwiek rzadko interesował on ją na tyle, by ciągnąc konwersację długimi godzinami – zdecydowanie preferowała krótsze, ale treściwe, rozmowy z różnymi osobami. I jedną z nich był znany powierzchownie, starszy barman. Prościzna w interakcji prędzej czy później niosła za sobą znudzenie, natomiast powolne odkrywanie kart drugiej osoby budziło i utrzymywało skutecznie dłuższe zainteresowanie. Właśnie z tego powodu nie zrażał ją chłodny charakter chłopaka ani aura sugerująca trzymanie się od niego z daleka – interpretowała to wręcz na odwrót, jako zaproszenie.
Z towarzyszami o imieniu „wyluzowanie” oraz „optymizm” siedziała za ladą, układając na niej wygodnie dłonie i wpatrując się w rozmówcę z widniejącym uparcie na twarzy delikatnym uśmiechem, który miał prawdopodobnie zachęcać do konwersacji, informując go przy tym, że Charlie złych intencji wcale nie ma.
Mogłaby mu wytknąć, że zamierza sprzedać alkohol nieletniej, ale odpuściła sobie tę uwagę, nie chcąc przypadkiem niepotrzebnie go do siebie zrazić.
- Akurat jakoś nie przepadam za piwem – stwierdziła, przenosząc ciekawskie spojrzenie na stojące za nim alkohole w gablocie. Trudno było zdecydować się na cokolwiek, gdy wszystko prezentowało się niemal identycznie – w odcieniach szarości. Wiadomo wszakże, jak działały kuszące ludzi reklamy, polegały przede wszystkim na ucieszeniu wzroku potencjalnego klienta. Z jej przypadłością aspekt kolorystyczny odpadał. Przechyliła więc z zastanowieniem głowę, skupiając się na samych napisach widniejących na etykietach, ale to również nie pomogło jej wybrać niczego konkretnego. – Co Ty byś mi polecił, hm? – wróciła do niego uwagą, podsuwając kolejny haczyk do przeciągnięcia rozmowy. Czasami jej się to udawało, czasami nie, na dobrą sprawę to przede wszystkim ona zabierała głos, ale wówczas traktowała go jako dobrego słuchacza, o którego trudno w tych czasach, kiedy każdy ma swoje trzy grosze do wtrącenia. Jako kobieta zresztą doskonale była tego świadoma – dziewczyny miały smykałkę do plotkowania i pieprzenia na błahe tematy, co rzadko kiedy interesowało samą Lyttelton. – Nie chwaliłeś się jeszcze, jak Ci się tutaj powodzi – zaczęła z nadzieją na otrzymanie większej ilości szczegółów, niż sam epitet w stylu „dobrze”.
Odchyliła się nieznacznie na krześle i założyła dla wygody nogę na nogę, zerkając kątem oka w stronę środka pomieszczenia. Bar wydawał się prosperować całkiem nieźle, na pewno nie brakowało mu klienteli.
 
   Podziel się na:     
Javier 
Uczeń
Truth


Imię i nazwisko: Javier Lavezzi
Wiek: 18 lat
Aktualny ubiór: Zwyczajny
Ekwipunek: Srebrny wisiorek z krzyżem
Znaki szczególne: Czarne oczy i okulary
Orientacja: Heteroseksualny
Dołączył: 03 Wrz 2016
Posty: 13
Wysłany: 2016-09-09, 16:56   

Chłopak nie należał do wiernych czytelników, zaliczał góra kilka książek do roku, które przeważnie były lekturami szkolnymi, wymaganymi do zaliczenia kolejnego etapu w nauce o języku. Pomimo posiadania artystycznej duszy i talentu do przelewania myśli na papier, swoich prac nigdy nie publikował w porównaniu do Charlie. Uważał, że to co pisze w notesie czy też na kartkach papieru to jego metoda na odreagowanie wszystkiego - inni potrzebowali rozmów, samotności, alkoholu czy płaczu, on zaś długopisu i wygodnej powierzchni, po której tusz będzie się dobrze rozprowadzać. Prawdę mówiąc nawet nie wiedział o tym, że dziewczyna ma za sobą publikację książki, którą chyba nawet kiedyś widział w księgarni niedaleko St Russell. Nigdy jednak nie powiązałby jej z pseudonimem artystycznym, który widnieje na okładce książki.
Jeśli dziewczyna jego niechęć do rozmów i unikanie wszelkiego kontaktu uznawała jako zaproszenie, to chłopak już serio nie wie co mógłby zrobić, byleby nie zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi i fascynacji osób z otoczenia. Miał bardzo jasno wytyczoną ścieżkę rozwoju, trzymał się swojego planu i tak naprawdę wędrował od jednego budynku do drugiego, schemat wyglądał następująco: szkoła-praca-akademik i codziennie to samo, z wyłączeniem weekendów, które były wolne od nauki w St Russell.
Nie mógł jednak odmówić dziewczynie zaangażowania i niezłomności, bowiem była jedną z pierwszych osób, które mimo jego usilnych starań, dalej lgną do niego, chcąc poznać go możliwie jak najlepiej. To dobrze o niej świadczyło, bo będąc zdeterminowana, jednocześnie nie była aż tak ciekawska, żeby zalewać go falą pytań, na które i tak nie uzyskałaby zapewne odpowiedzi. Miała dobre podejście i szła w dobrym kierunku, na pewno jest bliżej, niż dalej jakiejś "normalnej" relacji z Javierem.
Wprawdzie zdawał sobie sprawę, że siedemnastolatka jest niepełnoletnia, aczkolwiek z nieznanych przyczyn zwyczajnie o tym zapomniał w chwili proponowania jej piwa. Choć można było to też uznać za sprezentowanie jej jakiegoś kredytu zaufania, taka mała umowa między nimi: "jesteś nieletnia, ale znam Cię i wiem, że nie zrobisz głupot, będę więc traktować Cię poważnie". Pytanie tylko, czy dziewczyna wypatrzyła to między wierszami.
Przeniósł wzrok z polerowanej szklanki na nią i spojrzał jej w oczy.
- I słusznie. - odparł odnośnie komentarza na temat piwa.
Sam nie był wielkim koneserem alkoholi, gdyż miał zwyczajnie słabą głowę i większa dawka procentów skutkowała zawsze tym samym - bólem głowy, brzucha i brakiem sił następnego dnia, a na to sobie nie mógł pozwolić przy swoim tempie życia. Ponadto, jeśli pić alkohol, to już jakiś wymyślny, dobrze przygotowany, a nie tak prozaiczne rzeczy jak zwykłe piwo z nalewaka w barze.
- Green Widow, smaczny, prosty, duży i orzeźwiający. W dodatku dostępny w wersji bezalkoholowej. - wypowiedział to bez żadnych emocji, jak zaprogramowany robot, aczkolwiek ten drink nie był tak popularny w barze jak Sex on the Beach, Pinacolada czy Margarita. Jego zdaniem był jednak bardzo smaczny i jednocześnie niedoceniany przez klientów, którzy tylko czasem zamawiali jakieś inne, wymyślne napoje.
Drugie jej pytanie, a właściwie sugestia, skłaniająca do dłuższej wypowiedzi trochę zbiła go z tropu, gdyż skupił się na obsłużeniu kolejnych dwóch klientów, którzy dopiero co pojawili się w pomieszczeniu i od razu poprosili o dwa Black Russian. Znalazł jednak chwilę, by odpowiedzieć również niebieskowłosej.
- Całkiem nieźle. - styl "dobrze" został utrzymany, zatem najwidoczniej zawiódł ją tą odpowiedzią. Niemniej jednak nie można było spodziewać się nie wiadomo czego od razu na początku rozmowy, brunet przecież też musiał się rozkręcić, żeby powiedzieć trochę więcej niż zazwyczaj. Porozmawia jeszcze kilka razy z klientami i zapewne bardziej się otworzy, nawet jeśli będzie próbował się zaprzeć i tego nie zrobić.
Poprawił okulary i po przygotowaniu Czarnego Ruska zawołał kelnerkę, by obsłużyła dwóch nowym klientów Sunset. Wzrok przeniósł na Lyttelton, która najwidoczniej zamierzała jednak zostać tu dłużej, niż z początku sądził.
 
   Podziel się na:     
Charlie 
Uczeń


Imię i nazwisko: Charlie Lyttelton
Wiek: 17 lat
Aktualny ubiór: czarny sweter; skórzana kurtka; podziurawione jeansy; trampki
Ekwipunek: telefon; portfel
Znaki szczególne: niebieskie włosy; średni wzrost (168cm)
Orientacja: heteroseksualna
Dołączyła: 03 Wrz 2016
Posty: 10
Wysłany: 2016-09-09, 18:28   

Czyli w tym aspekcie był przeciwieństwem Charlie – dziewczyna odnajdywała w czytaniu książek niesamowitą frajdę, więc nie stroniła od zarywania nocy na różnorodne powieści. Jedynie przełykanie lektur przychodziło jej z trudem, nie przepadała za archaicznym stylem występującym w wielu dramatach, również ograniczenie w postaci czasu trochę ją niechęciło. Generalnie starała się kończyć każdą zaczętą pozycję w nie dłużej niż tydzień, góra dwa. Wiedziała, że jeśli już odłoży jakieś oporne dzieło na bok, to powrót do niego stanie się niemałą zagwozdką, tak samo jak wczucie się ponownie w rytm czytania.
Nie chwaliła się na prawo i lewo wydaną przez siebie książką, powód był prosty. Nie chciała konfrontacji z ewentualną krytyką rzuconą jej prosto w twarz. O wiele łatwiej przyjmowała ją pozostając anonimową – co innego przeczytać, niż zobaczyć na własne oczy w formie skrzywienia albo pogardy w oczach. Zresztą dla niej to był tylko eksperyment, nie wiązała z tym wielkich nadziei, a jednak rezultaty przerosły jej oczekiwania.
Zniechęcenie jej do siebie prawdopodobnie wymagałoby użycia radykalnych środków w postaci nakrzyczenia na nią ze słowami, że ma dosyć jej „nachalności” oraz by zostawiła go wreszcie w spokoju. Potrzebowała wyraźnego powodu do zaprzestania swoich działań, często lubiła udawać ułomność w łapaniu czyichś aluzji, byleby zmusić go do powiedzenia czegoś głośno i prosto.
Nie musiała wypatrywać niczego między wierszami, na pewno z dwojga złego wolałaby pozostać wierną towarzyszowi, ni jeżeli specjalnie go w coś wkopywać. Miała skłonności do brania na siebie cudzych win, ale tylko w przypadku osób, które faktycznie na takie ratowanie tyłka zasłużyły. Niemniej świadomość dysponowania takim kredytem zaufania na pewno mile połechtałoby jej ego.
Dziewczyna całkiem nieźle trzymała się nawet po kilku kieliszkach czegoś mocniejszego, aczkolwiek stalową głową chwalić się nie mogła i prędzej czy później sama odpływała w dziwny świat, gdzie nie istnieją racjonalne decyzje ani jakiekolwiek ograniczenia. Znała swój limit dzięki jednej wpadce – uparła się kiedyś na udowodnienie swojej „siły”, nie żałując sobie kolejnych porcji wina. Nie skończyła z urwanym filmem, bo ulotniła się w odpowiedniej chwili, kiedy jeszcze minimalnie kontaktowała ze światem, niemniej potrzebowała eskorty w postaci przyjaciółki.
- W takim razie z chęcią się skuszę – skinęła głową na jego propozycję, ciekawa smaku napoju. Takie miejsca nie zaliczały się do tych najczęściej przez nią odwiedzanych, a co za tym idzie – jakoś nie wyznaczyła sobie za celu wypróbowania jak największej ilości drinków. Na dobrą sprawę piła je okazjonalnie, nie odnajdywała zbyt dużej frajdy w alkoholu.
Zdawała się nie zwracać absolutnej uwagi na potencjalnych ludzi przewijających się obok baru, zbyt skupiona na samym barmanie, od którego nie odrywała wzroku. Bynajmniej nie miał niczego na twarzy – lubiła utrzymywać kontakt wzrokowy z rozmówcą, jednakże tak intensywny mógł czasami peszyć delikwenta.
- Myślisz, że na dłuższą metę to również będzie korzystna opcja? – ciągnęła dalej, nie poddając się po krótkiej odpowiedzi, zafundowała mu za to kolejne pytanie otwarte, z tych zamkniętych kompletnie rezygnując, bo wówczas definitywnie otrzymałaby samo „tak” lub „nie”. – Właściwie to dobry sposób na zawieranie nowych kontaktów – dodała w zastanowieniu, zerkając na klientów. Bar czasami pękał w szwach, nie dało się tu nie wymienić z kimś chociaż kilku zdań. – Co o tym sądzisz? – uniosła brew, odgarniając niesforny kosmyk włosów za ucho.
 
   Podziel się na:     
Javier 
Uczeń
Truth


Imię i nazwisko: Javier Lavezzi
Wiek: 18 lat
Aktualny ubiór: Zwyczajny
Ekwipunek: Srebrny wisiorek z krzyżem
Znaki szczególne: Czarne oczy i okulary
Orientacja: Heteroseksualny
Dołączył: 03 Wrz 2016
Posty: 13
Wysłany: 2016-09-09, 21:43   

Zrozumiałby na pewno fakt, że krytyka może być czasem nieuzasadniona i zbyt ciężka do przetrawienia, aczkolwiek nie zgodziłby się z tym, że łatwiej jest to przyjąć podając wyłącznie pseudonim artystyczny. Chłopak wychodził z założenia, że trzeba ponosić konsekwencje swoich wyborów, nawet jeśli jest to krytyka, czasem nawet niesłuszna. Spoglądanie na to przez pryzmat zabezpieczenia się pseudonimem w celu uniknięcia bezpośrednich starć z fanami/hejterami, to swego rodzaju ucieczka. Być może Charlie nie była jeszcze gotowa na kontakt eye-to-eye z pochlebcami i krytykami, ale bawiąc się w takie podchody może się z czasem w tym zatracić, a to potem może stać się uciążliwe.
Prawdę powiedziawszy chłopak już dawno zaprzestał odcinania się od niej, gdyż wiedział, że każde odtrącenie dziewczyny powoduje powrót ze zdwojoną siłą i zwyczajnie nie chciał ryzykować tego, że w którymś momencie otworzy się bardziej na nią. Dotychczas nie uwzględniał nawet takiej możliwości, wszystko jednak zmieniło się, wraz z jej "nachalnością", o ile tak można nazwać zręczne, psychologiczne wręcz podejście do jego osoby. Wyszedł z założenia, że jeśli ma już opuścić gardę, to zrobi to tylko w wyjątkowej chwili i dla wyjątkowej osoby, pretendentka - Charlie Lyttelton, ale długa droga jeszcze na walkę o pas.
On nie przepadał za alkoholem, ale to tylko dlatego, że miał słabą głowę. Gdyby umiał wypić więcej, to z pewnością zmieniłby do tego podejście, no i gdyby nie czuł się tak źle nazajutrz. Był zwyczajny jeśli chodzi o picie, aczkolwiek zwyczajny jak na klimat brytyjski, zatem mając wśród znajomych reprezentantów wschodu Europy, był cienki, delikatnie mówiąc. Do urwania filmu jednak upił się raz, gdy oblewał wraz ze sponsorami sukces w zawodach motocross. Do tej pory nie pamięta jak wrócił do domu.
Słysząc jej odpowiedź od razu wziął się za przygotowanie Zielonej Wdowy, zapomniał jednak najpierw wziąć od niej pieniądze za zamówionego drinka, choć to nie było jakieś wielkie niedociągnięcie. Zwyczajnie nie wpadł jeszcze w taką rutynę pracy w barze, w jakiej jest w okresie październik-kwiecień.
Szybko zajął się tym, co miał do zrobienia i po kilku standardowych przygotowaniach rozlał do szklanki zielony napój, który wytworzył się po zmieszaniu syropu blue curacao i pomarańczy. Podsunął go lekko w stronę siedzącej naprzeciw niego niebieskowłosej i wrócił do przygotowywania kolejnych drinków, tym razem już przodem do niej.
- Zobaczymy. - odparł krótko, zwięźle i na temat. W poprzednim roku dobrze sobie radził za barem, dzięki czemu mógł zacząć od razu prace po wakacjach w tym samym pubie, teraz jednak doszło jeszcze kilka obowiązków, no i... pełnoletność, więc mógł legalnie udzielać się w wyścigach motocrossowych, a to też zabierało trochę czasu.
Kolejne pytanie było trochę bardziej ogólne, choć dalej można było odpowiadać wymijająco. Postawił jednak na większą bezpośredniość i chyba lepiej na tym wyjdzie, bo musi przecież kiedyś gębę otworzyć do kogoś.
- Znam tu tylko kilku stałych bywalców, a nowi zagadują tylko wtedy, gdy chcą coś zamówić, albo zamówili już za dużo. Wiesz o czym mówię. - uśmiechnął się kącikiem ust, chcąc rzucić jakimś subtelnym żartem.
Obserwował ją, gdy odgarniała kosmyk włosów i z lekka zapatrzył się w jej oczy. Korzystając z chwili przerwy od składania przez klientów zamówień, zdjął okulary i położył je blisko ręki, obok nalewaka do piwa, by mieć je pod ręką. Jego oczy też potrzebowały odpoczynku, a od spoglądania na wszystko przez soczewki robiły się odrobinę czerwone w środku, przekrwione wręcz. No i się nie wyspał, to też warto podkreślić.
- Czemu tu przyszłaś? - drugie jego pytanie, całkiem nieźle jak na mrocznego Javiera, który jeszcze chwilę temu słowem by się do niej nie odezwał. Lyttleton miała coś w sobie co pozwalało otworzyć się na nią, choć ciężko było sprecyzować co to tak dokładnie było. Może to ta zasada, że przeciwieństwa się przyciągają? Są ku temu solidne fundamenty, gdyż nie dzieli ich zbyt wielki dystans, no i rozmowa wygląda co raz lepiej. Interesujące.
 
   Podziel się na:     
Charlie 
Uczeń


Imię i nazwisko: Charlie Lyttelton
Wiek: 17 lat
Aktualny ubiór: czarny sweter; skórzana kurtka; podziurawione jeansy; trampki
Ekwipunek: telefon; portfel
Znaki szczególne: niebieskie włosy; średni wzrost (168cm)
Orientacja: heteroseksualna
Dołączyła: 03 Wrz 2016
Posty: 10
Wysłany: 2016-09-09, 22:44   

Charlie uznawała to przede wszystkim za swego rodzaju zabezpieczenie i zapewnienie sobie częściowego spokoju od spraw związanych ze strefą pisarstwa tudzież publicznej opinii. Wielu artystów decydowało się na zamaskowanie pod jakimś pseudonimem, aczkolwiek pewnie jego znaczenie rosło wraz z rozpoznawalnością – niebieskowłosa zatem nie musiała się obawiać niczego niespodziewanego, nie przewidywała nawet sytuacji, w której ktoś mógłby ją rozpoznać na ulicy (gdyby tylko udostępniła swoje osobiste dane). Krytyka uwierała w każdej formie, ale po co rzucać się od razu na głęboką wodę? Zdecydowanie wolała sukcesywne podejście do większości spraw.
Początkowo wyraźnie zdystansowanie utrzymywane przez chłopaka wzbudzało w niej wątpliwości, te zaś racjonalnie nakazywały jej dania sobie spokoju z tym trudnym przypadkiem. Niestety rozsądek często zostaje zgubiony gdzieś między uczuciami albo wewnętrznymi przekonaniami, dlatego przełknęła po prostu ślinę i drążyła tę relację dalej z nadzieją, że nie pogorszy tym samym sprawy. Ryzyk-fizyk, albo wyjdzie albo nie, a przecież do stracenia nic nie miała, może oprócz czasu i humoru, który zdawał się być narażony zachwianiem w towarzystwie okularnika. Lubiła jednakże wyzwania, a coś w chłopaku pociągnęło w niej za strunę zaintrygowania.
Sama nie pomyślała o wyłożeniu pieniędzy na ladę, wiązało się to niemniej z faktu, że zwykle płaciła już po i jakoś nie chciała się śpieszyć. Wręcz przeciwnie, zamierzała trochę bardziej się tu rozgościć i nie trapić się upływającym czasem – co prawda nastał już wieczór, ale nie krępowała ją cisza nocna obowiązująca w akademiku szkoły, w końcu nie zagrzewała tam miejsca, z własnym miejscem zamieszkania mogła do niego wracać, kiedy jej się podobało. Co innego kwestia zmartwienia ciotki – dlatego właśnie uprzedziła ją, że postanawia dzisiaj dłużej „poszaleć” na mieście.
Pewnie zachwyciłaby się kolorem przygotowanego drinka, gdyby tylko jej oczy potrafiły prawidłowo go zinterpretować. Zamiast tego pozwoliła sobie samej wyobrazić ewentualną barwę, podciągając ją pod mieszankę paru jaskrawych i kontrastujących odcieni, łatwiej dzięki temu przyszła jej ocena alkoholu, przynajmniej w duchu.
- Dzięki – ujęła kieliszek w smukłe palce, zakręcając nim delikatnie, a dopiero potem mocząc usta w napoju. Skoro Javier go zaproponował, nie spodziewała się niczego innego, jak własnej aprobaty w związku z degustacją. I tak też w rzeczywistości było, co uzewnętrzniła usatysfakcjonowanym rozciągnięciem warg.
Również odpowiedź zdawała się ją ucieszyć, dlatego nie omieszkała się zaśmiać dźwięcznie, acz krótko, na ten drobny, komiczny akcent w wypowiedzi.
- Nie zaprzeczę. Pewnie borykaliście się już z upartymi i problematycznymi koneserami alkoholu, hm? – mimowolnie jej wzrok powędrował na kilku bardziej rozochoconych osobników, którzy mimo pozornie niewinnego wyglądu, mogli stanowić jedynie ciszę przed burzą. – Doświadczyłeś jakichś kłopotów z tą albo podobną pracą? – okazała przy tym szczere zainteresowanie ów tematem, próbując samodzielnie wyczytać coś z twarzy rozmówcy, ale ta pozostawała trudna do rozgryzienia.
Prawdę mówiąc myśl, że mógł skonfrontować się z jakimiś nieprzyjemnościami, napawała ją sceptycyzmem. Może nie łączyła ich jakaś silna relacja, ale Charlie wystarczył sam fakt znania się dzięki kilku przeprowadzonym rozmowom – nie potrafiłaby z obojętnością podejść do jego potencjalnych zmartwień.
Stłumiła ciche westchnienie, chwilowo odganiając te myśli, zamiast tego skupiając się z powrotem na drinku, którego pociągnęła dwa większe łyki. Kolejne pytanie padło z ust introwertyka, chyba nieźle mi idzie. Przesunęła koniuszkiem języka po mokrej wardze bez większej uwagi, a potem odstawiła delikatnie naczynie na ladę z cichym stuknięciem, by móc odpowiedzieć na otrzymane pytanie.
- Może najpierw sam spróbujesz odpowiedzieć na to pytanie? – podsunęła, przyglądając mu się z nutą wesołości w oczach. – Do którego typu klienta byś mnie zakwalifikował? – ciągnęła dalej, zdając sobie sprawę, że ludzi przywodziły tu różne powody i Javier na pewno zdążył to zauważyć, zwłaszcza, że sam ich obsługiwał. Jej przyczyna zjawienia się w tym lokalu to prosta sprawa. Z nie do końca świadomych przyczyn chciała spędzić z nim trochę czasu na niezobowiązującej rozmowie.
 
   Podziel się na:     
Javier 
Uczeń
Truth


Imię i nazwisko: Javier Lavezzi
Wiek: 18 lat
Aktualny ubiór: Zwyczajny
Ekwipunek: Srebrny wisiorek z krzyżem
Znaki szczególne: Czarne oczy i okulary
Orientacja: Heteroseksualny
Dołączył: 03 Wrz 2016
Posty: 13
Wysłany: 2016-09-09, 23:42   

Kobieta była symbolem delikatności, zatem mógł się po niej spodziewać tak zachowawczych ruchów, zwłaszcza w sferze pisarskiej. Nie każdy jest taki jak on, że lubi ryzykować i od razu stawia sobie poprzeczkę bardzo wysoko - albo ją przeskakując, albo nawet do niej nie dolatując. Przez większość życia jednak radził sobie doskonale z presją oczekiwań, krytyką i własnymi problemami, zatem on nie potrzebował czasu adaptacyjnego do nowych warunków, tak jak Charlie do kariery pisarskiej. Z jednej strony uznawałby to pewnie za zdrowe, rozsądne podejście, z drugiej jednak mogło być to dla niego sztucznym przeciąganiem sukcesu, który dziewczyna niewątpliwie może osiągnąć.
Wyzwanie to było jego drugie imię, o czym mogła się przekonać sama niebieskowłosa. Nie dość, że sam był ryzykantem i brał się za wszelkie możliwe zajęcia, to jednocześnie poznanie go było wielką misją, której tylko nieliczni mogą sprostać. Osobowość Charlie stawiała ją w trudniej pozycji, która jednak nie była niemożliwa do zaistnienia w jego życiu. Na pewno miała większe szanse być kimś ważnym dla niego, niż większość uczniów w szkole, żeby nie powiedzieć - wszyscy.
On z kolei pracował dziś do zamknięcia, czyli do godziny około dwudziestej trzeciej. Bar co prawda był w centrum miasta, ale dalej był to początek tygodnia i prawdziwe zmiany zaczynały się dopiero w okolicach środy, czego kulminacja następowała w weekendy. Wtedy bywało tak, że na całe noce znikał z akademika, by udać się za bar i przygotowywać napoje podczas wielkich imprez, jakie organizował Sunset w piątki czy soboty. Całe szczęście, było to na tyle elastyczne, że wybierał razem z innymi pracownikami dni, w których musi być gotowy na całonocną balangę.
Kątem oka zerkał co jakiś czas, gdy dziewczyna próbowała drinka; najwidoczniej nigdy nie miała okazji skosztować Zielonej Wdowy, zatem miał szczęście, że mógł dla niej przygotować ten napój jako pierwszy. Sam uważał go za świetną alternatywę w przypadku braku pozwolenia na alkohol i z tego co zauważył - jej chyba też odpowiadał taki obrót spraw.
W duchu ucieszył się, że jej posmakowało, ale nie dał po sobie tego poznać.
- Praca bez kłopotów istnieje tylko w bajkach. - odparł pewnie, choć nie wykazywał żadnych emocji w dalszym ciągu, przynajmniej nie wyglądem.
Przypomniał sobie kilka sytuacji, w których musiał wyprosić "niegrzecznych" klientów, bądź po prostu bronić swoich racji, czy też praw, stosując się tym samym do regulaminu obowiązującego w pracy. Zdarzyło się nawet, że nachalny klient oberwał za to, gdy próbował ponownie zawitać do Sunset, będąc wyproszonym kilkanaście minut wcześniej. Nigdy jednak nie był w jakimś wielkim niebezpieczeństwie, no może poza tym, że na jednym z treningów do pokazów motocrossowych mocno upadł po wykonaniu akrobacji i tylko cud spowodował, że chłopak nie jeździ teraz na wózku. Ale o tym lepiej Charlie nie mówić, jeszcze by mu zabroniła, czy coś. Ciekawe czy ona w ogóle wie o jego przygodach na motocyklach, może kiedyś słyszała o tym w radiu? Who knows.
Spojrzał na nią, przyglądając się jej uważniej przez chwilę. Odłożył jedną ze szklanek i dalej nie mając okularów na nosie, lekko pochylił się, opierając ręce o bar.
- Hmmm... - zastanowił się chwilę. - Pić nie możesz, podryw wygląda inaczej, nie wyglądasz też na zagubioną, ani na umówioną z kimś. Może z nudów? - strzelał. Nigdy nie posądziłby ją o fascynację jego osobą, prędzej traktował to jako coś, co po prostu sprawia jej frajdę. Nigdy nawet by nie pomyślał o tym, że jest to jakiegoś rodzaju przywiązanie i że dziewczyna jest tu między innymi z jego powodu, bo na pewno nie jest jedynym.
Pozostałe powody, które wymienił, również niezbyt pasowały. Doświadczył już wielu rzeczy, między innymi podrywu czy żali pijanych czterdziestolatków po rozwodach z żonami, zatem miał za sobą już całkiem sporo. Charlie nie pasowała do niczego, no może poza tym podrywem, aczkolwiek nigdy nie widział w niej jakiejś flirciary, choć z drugiej strony nie znał jej na tyle dobrze, by wykluczyć w niej ten rodzaj zdobywania znajomości.
Wziął kilka kolejnych szklanek, by przygotować zamówienia, które w międzyczasie złożyło kilku klientów. Robiło się całkiem tłoczno, gdyż większość kanap na sali była już zajęta, zostały zaledwie trzy i kilka miejsc przy barze. Nie przejął się tym jednak zbytnio, gdyż naprzeciwko siebie miał kogoś o wiele lepszego, w dodatku - cały czas uśmiechniętego. No i smakowały jej jego drinki, czyżby właśnie zyskał kolejną stałą klientkę?
Po przygotowaniu kilku drinków, zajął się ostatnim, który chwilę później wylądował obok powoli opróżnianej szklanki Zielonej Wdowy. Przyłożył palec do ust, sugerując, by Charlie siedziała cichutko i uśmiechnął się lekko, obdarowując ją darmowym drinkiem, o którym szef nie musi oczywiście wiedzieć.
- Dan, jak skończysz, przynieś mi z zaplecza syrop blue curacao. - rzucił w stronę kelnera, który akurat przyszedł po odbiór przygotowanych drinków. Javier jako barman nie mógł opuścić stanowiska, zatem zlecił to innemu pracownikowi, który i tak od czasu do czasu wędruje między pomieszczeniami dla gości, a tymi dla personelu.
 
   Podziel się na:     
Charlie 
Uczeń


Imię i nazwisko: Charlie Lyttelton
Wiek: 17 lat
Aktualny ubiór: czarny sweter; skórzana kurtka; podziurawione jeansy; trampki
Ekwipunek: telefon; portfel
Znaki szczególne: niebieskie włosy; średni wzrost (168cm)
Orientacja: heteroseksualna
Dołączyła: 03 Wrz 2016
Posty: 10
Wysłany: 2016-09-10, 00:48   

Istniało całkiem spore prawdopodobieństwo, że Charlie zasiedzi się w barze aż do jego zamknięcia – to byłaby dobra okazja na spacer z barmanem, co wiązało się nie tylko z czystą chęcią dziewczyny, ale także przedsmakiem strachu w konfrontacji z ciemnymi uliczkami miasta. Nie mogła liczyć na kursy autobusów o tak późnych godzinach, natomiast ciotki nie zamierzała niepotrzebnie kłopotać nawet, jeśli ta mogła po nią przyjechać – z niechęcią, ale jednak. Nie liczyła jednakże na jakiekolwiek dżentelmeńskie odprowadzenie jej osoby pod same drzwi bezpiecznego domu, może nie znała chłopaka na wylot, ale na pewno wystarczająco, by uznać to zachowanie za niepodchodzące pod jego styl bycia. Zresztą nie powinna od niego niczego oczekiwać, już przed zjawieniem się tutaj z góry ustaliła, że przeprowadzi z nim jedynie niezobowiązującą pogawędkę.
Założona noga powoli zaczęła dawać o sobie znać ścierpieniem, dlatego zsunęła ją z kolana, opierając stopę wygodniej o dolną poręcz krzesła barowego. Powoli zbierający się w lokalu tłum zaczął negatywnie wpływać na jej samopoczucie, a to za sprawą ścisku i coraz mniejszej strefy komfortu. Chociaż spokojnie zajęła już sobie miejsce przy ladzie, nie mogła nie zwracać uwagi na przechodzących co chwila obok klientów. Na co dzień trudno było zarzucić jej nieśmiałość albo introwertyzm – wszakże to nie te cechy tworzyły jej charakter, niemniej chyba każdy potrzebował chwili wytchnienia, prawda? Dzisiaj jej nastrój nie podciągał się pod ten „szampański”, na dobrą sprawę raczej średnio ogarniała ją ochota na jakieś rozrywki, ale absolutnie nie żałowała przybycia tu. W końcu zajmowała się czymś całkiem przyjemnym.
- Każdy może posiadać osobistą interpretację „bajki” – stwierdziła z zastanowieniem, uciekając przy tym wzrokiem ku górze. Czy ona takową dysponowała? Właściwie… tak.
Zapatrzona w wiszący niedaleko, ozdobny obraz skupiła się na przedstawionej przezeń treści. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co widzi – potężnego niedźwiedzia groźnie stojącego na dwóch łapach z wyciągniętymi pazurami, który wyłania się z gęstego lasu. Widok ten wzbudzał w niej jednak mieszane uczucia, znała bowiem kolory, jakimi cechowały się poszczególne przedmioty, ale za nic w świecie nie mogła ich „przelać” w odpowiednie miejsca. Nakładanej wyobraźnią warstwie brakowało stabilności i głębi, dlatego na dłuższą metę mogła nacieszyć oczy tylko różnym stopniem nudnej szarości. O tej przypadłości nie wiedział nikt spoza rodziny, właściwie nie miała radosnych powodów do podzielenia się tą informacją z kimkolwiek.
Dostrzegła poświęconą jej uwagę, dlatego cierpliwie czekała na werdykt, ciekawa, co też podyktował mu szósty zmysł.
- Pudło – skwitowała z nieco zadziornym uśmieszkiem, unosząc ponownie kieliszek do ust i upijając kilka łyków, nim nie pociągnęła wypowiedzi dalej, zaalarmowana jednym z padłych stwierdzeń. – Ale podryw? Nie wiedziałam o tej części Twoich usług – odparła z wesołością w głosie, zaśmiewając się krótko, aczkolwiek przyjaźnie, na wizję flirtującego Javiera. Nie, to na pewno nie o to się rozchodziło, prędzej była w stanie wyobrazić sobie rozczarowanie na twarzach potencjalnych klientek, których próby zaskarbienia przychylności odbijały się od osoby chłopaka jak piłka pingpongowa na stole. Ciekawe ilu osobom złamał już tym sposobem serce.
Niemniej nie zamierzała udzielać mu poprawnej odpowiedzi na pytanie – chyba że będzie ciągnął temat, pozostawiała mu jednak w tej kwestii otwarte drzwi.
Napój wyparował z jej kieliszka, więc odstawiła go z powrotem na ladę. Musiała przyznać, że z chęcią skusiłaby się na drugą kolejkę. I najwyraźniej los postanowił dla odmiany rzucić jej poduszkę pod nogi zamiast kłody, co znalazło swoje odzwierciedlenie w kolejnym geście barmana. Posłała mu w odpowiedzi wdzięczny uśmiech, będąc zarazem utwierdzoną w przekonaniu, że cała ta odpychająca postura towarzysza to tylko maska, którą odpowiednimi działaniami można nieco zsunąć. Może uda jej się całkowicie ją zeń zdjąć?
- Nie jest Ci ciężko pogodzić tę pracę ze szkołą? – podjęła się kolejnego tematu, przysuwając sobie świeżego drinka nieco bliżej krawędzi.
 
   Podziel się na:     
Javier 
Uczeń
Truth


Imię i nazwisko: Javier Lavezzi
Wiek: 18 lat
Aktualny ubiór: Zwyczajny
Ekwipunek: Srebrny wisiorek z krzyżem
Znaki szczególne: Czarne oczy i okulary
Orientacja: Heteroseksualny
Dołączył: 03 Wrz 2016
Posty: 13
Wysłany: 2016-09-10, 14:32   

Sam Javier nie wiedziałby pewnie, jak miałby się zachować w takiej sytuacji. To, że był osobą skrytą i tajemniczą, nie oznacza, że był również chamem, prostakiem i pozwoliłby jej samej wracać. Wszystko zależałoby od sytuacji, w jakiej dziewczyna się znajduje. Jeśli zamówiłaby taksówkę, ewentualnie miała do domu kilka kroków, to odprowadziłby ją tylko wzrokiem. Jeśli jednak mieszkałaby trochę dalej, to pewnie podprowadziłby ją gdzieś, ewentualnie nawet pod sam dom. On nie widział w tym nic złego, ani żadnych przeszkód, w końcu to czy wróci do akademika godzinę później, czy szybciej, to nie miało dla niego żadnego znaczenia. Gorzej by było, gdyby się dowiedział, że coś jej się stało przez pozostawienie jej samej od jakiegoś momentu.
Lavezzi przywykł do takiego klimatu i warunków panujących w pubie. Musiał stwierdzić, że jak na początek tygodnia było tu mnóstwo ludzi, co jest nieczęstym widokiem w poniedziałki. Oczywiście poza tłumem miało to też swoje dobre strony - więcej klienteli, to większy obrót, a co za tym idzie, większa dniówka, zwłaszcza z napiwków, które otrzymują nie tylko kelnerzy i kelnerki, ale również sam barman. Leży gdzieś nawet w tym celu specjalny słoiczek, który podpisano "napiwki".
Mimo wszystko puścił gdzieś bokiem jej komentarz odnośnie bajek, gdyż musiał przygotować kilka drinków, nalać trzy piwa i w dodatku nasypać jeszcze do misek słone przekąski, które zamówili goście ze stolika numer cztery. Dobrze chociaż, że Charlie to zauważyła i nie zagadywała go przez dłuższą chwilkę, dopóki nie zrobił sobie małej przerwy. Trzeba przyznać, że takie klientki to on lubi - umilą mu czas, a przy okazji nie będą przeszkadzać w pracy. Dwie pieczenie na jednym ogniu.
Gdy już wszystko skończył, ponownie odłożył okulary, które położył na nosie wobec potrzeby oglądania z daleka etykiet składników do konkretnych drinków. Uniósł lekko jedną brew i przyjrzał się jej raz jeszcze.
- Nie ma o czym wiedzieć. - odparł spokojnie i pewnie, wracając do poprzedniej stojącej pozycji.
Pamiętał, że kilka razy jakieś dziewczyny proponowały mu nie tylko wspólne wypicie alkoholu w czasie pracy, ale również nawet randki i to całkiem bezpośrednio. Lavezzi był jednak nieugięty i nigdy nie dał się namówić na spotkanie z klientkami, które widząc jego podejście, szybko odpuszczały i nie próbowały po raz kolejny namówić go na wspólne wyjścia. Nie żeby nie interesowała go przeciwna płeć, ale jakoś nie czuł się zbyt dobrze z faktem, iż mógłby związać się jakoś z nowo poznaną osobą. Do niego trzeba było odpowiedniego podejścia i lat podchodów, tak więc nieznane klientki... bez szans przez najbliższe kilka miesięcy.
Właściwie sam nie może powiedzieć, dlaczego postanowił dać jej drinka na koszt firmy. Może to przez umilenie czasu, może za ładne oczy? Nikt nie wie co się dzieje w głowie młodego ucznia St Russell, aczkolwiek fakt jest taki, że przyjście tutaj było lepsze, niż się spodziewała.
- Przywykłem. - odpowiedział po raz kolejny krótko, ale przekazał cały sens swojej wypowiedzi.
Był przyzwyczajony do ciągłej pracy i zapierdzielania, byleby tylko utrzymać się jakoś w Londynie. Miał wsparcie rodziców i stypendium, ale to w dalszym ciągu nie gwarantowało mu najlepszego sprzętu, czy też możliwości rozwijania pasji takich jak motocross. Był pracowity i wiedział, że ciężko harując dojdzie do czegoś, przy czym musiał mieć na uwadze fakt planowanego wyjazdu do Stanów Zjednoczonych. Ogółem jego marzeniem jest być profesjonalnym ścigantem motocrossowym, ale do tego jeszcze długa droga.
- Przepraszam na moment. Dan, zastąp mnie. - rzucił w stronę najpierw Charlie, a potem kelnera i udał się dość szybkim krokiem na zaplecze, konkretniej do łazienki, załatwić swoje sprawy. Jak się okazało, był to doskonały wybór, gdyż po zakończeniu wszystkich czynności dostał nagle ataku, który poskutkował poplamieniem krwią umywalki. Wykasłał wszystko co miał i odetchnął kilka razy głęboko, obmywając przy tym zachlapaną czerwoną mazią umywalkę. Kilka razy przemył twarz i gdy odzyskał równy oddech, wrócił za bar z lekko przekrwionymi oczami. Całe szczęście, nie wyglądało to aż tak źle, jak w przypadku najcięższych ataków choroby.
- Dan był grzeczny? - spytał po chwili niebieskowłosą.
Wziął się w tym czasie za nalanie dwóch piw, o które poprosił właśnie w tej chwili klient. Rozmienił przy okazji pieniądze i zwrócił mu resztę, informując przy tym, że kelner zaraz przyniesie zamówiony napój.
 
   Podziel się na:     
Charlie 
Uczeń


Imię i nazwisko: Charlie Lyttelton
Wiek: 17 lat
Aktualny ubiór: czarny sweter; skórzana kurtka; podziurawione jeansy; trampki
Ekwipunek: telefon; portfel
Znaki szczególne: niebieskie włosy; średni wzrost (168cm)
Orientacja: heteroseksualna
Dołączyła: 03 Wrz 2016
Posty: 10
Wysłany: 2016-09-11, 10:58   

Charlie nie należała do osób, które trzeba niańczyć, bo oczekują od innych pomocy. Preferowała rozwiązywanie spraw samodzielnie, ale jeśli już ktoś zaproponował podanie ręki, to nie widziała powodów, by z tego nie skorzystać. Doceniała czyjeś intencje, nie chowając zarazem urazy, gdy pozostawiana była sama sobie. Przecież nie jest już dzieckiem, za rok właściwie oficjalnie stanie się osobą pełnoletnią, co za tym idzie, powinna sobie radzić we własnym zakresie możliwości.
Przesiadywanie w barze uświadomiło ją, że gdyby zaciągnęła się do takiej pracy, prędzej czy później odczułaby na sobie psychiczne zmęczenie winą całkiem sporego, głośnego tłumu i gwaru, jaki tu panował. Jakoś podołałaby swoim obowiązkom, ale jej powrót do domu prezentowałby się w sposób prosty – niemal od razu padłaby na łóżko, oddając się snu bez chociażby przebrania w piżamę.
Nie zamierzała nawijać bez końca jak katarynka – nie była ślepa, co chwila zjawiał się jakiś nowy klient ze swoimi „żądaniami”, a w jej gestii nie leżało odciąganie barmana od swojej pracy. Wykorzystywała tylko momenty, kiedy faktycznie mógł z nią wymienić parę zdań.
- Nie zdziwiłabym się wcale, gdybyś jednak nie narzekał na powodzenie – odparła szczerze z subtelnym uśmiechem pod nosem, nie kryjąc tym poniekąd swojej oceny jego osoby. Trudno ukryć fakt, że aparycja chłopaka cieszyła oko, w jej mniemaniu, gdyby tylko nie był tak zamknięty na nowe znajomości, nie miałby większych problemów w znalezieniu sobie drugiej połówki. Choć jakoś nie potrafiła sobie tego nawet wyobrazić. A może już wbrew pozorom kogoś miał?
Opróżniła kolejny kieliszek z drinka, odstawiając i odsuwając go kawałek od siebie na ladzie. W tej samej chwili jej uwagę zwróciło wibrowanie komórki, dlatego wysunęła ją z kieszeni spodni, rzucając okiem na rozświetlony ekran. Mina dziewczyny raczej nie wyrażała zadowolenia otrzymaną wiadomością, wręcz przeciwnie, ściągnęła nieznacznie brwi, wzdychając cicho i ostatecznie to ignorując, by z powrotem schować telefon. Ostatnio nie mogła opędzić się od niechcianych wiadomości od nieznanego adresata, prawdopodobnie również uczęszczającego do jej szkoły. Głowiła się nad tym, jak zdobył jej numer, skoro nie rozdaje go na prawo i lewo, ale to akurat było najmniej istotne, skoro już i tak nie mogła nic z tym zrobić.
Skinęła głową w odpowiedzi, spoglądając przelotnie na kelnera, ale prędko straciła nim zainteresowanie na rzecz zamyślonego wodzenia wzrokiem po wnętrzu lokalu. Zmęczenie uzbierane w ciągu całego dnia chyba właśnie dało o sobie znać, bo nagle znalazła w sobie duże pokłady nic-niechcenia. Zwróciła uwagę na zegar, niemniej godzina jeszcze nie była na tyle późna, by łapała ją senność.
Kiedy chłopak wrócił, przyodziała z powrotem ledwo widoczne wygięcie warg w przyjaznym geście, przenosząc na niego spojrzenie.
- Nie mam zastrzeżeń – stwierdziła wesoło, prostując się i przeciągając trochę ramiona. – Pewnie nie przewidujesz przez najbliższy czas żadnej przerwy? – zainteresowała się, opierając łokieć o blat, zaś podbródek ujęła w palce, zerkając z zastanowieniem w stronę parkietu. Jakaś myśl musiała ją rozbawić, bo uśmiechnęła się szerzej.
 
   Podziel się na:     
Javier 
Uczeń
Truth


Imię i nazwisko: Javier Lavezzi
Wiek: 18 lat
Aktualny ubiór: Zwyczajny
Ekwipunek: Srebrny wisiorek z krzyżem
Znaki szczególne: Czarne oczy i okulary
Orientacja: Heteroseksualny
Dołączył: 03 Wrz 2016
Posty: 13
Wysłany: 2016-09-15, 01:30   

Silna i niezależna? U kobiet takie podejście było zdecydowanie na plus, już nie wspominając o mężczyznach. Każdy chciałby mieć u boku kogoś, kto potrafi zadbać o siebie i nie przytłamszą go pierwsze problemy, z którymi się spotka. Javier swego czasu widział mnóstwo par, czy też nawet małżeństw, które były w pełni zależne od siebie - jedno zarabiało, drugie zajmowało się domem i dziećmi, jedna była ta bardziej rozmowna, drugi bardziej skryty i tak dalej, i tak dalej. Sam jednak nie chciałby się uzupełniać z kimś, bo nie na tym rzecz polegała - dla niego ważniejsze było oparcie oraz radzenie sobie z problemami. Bardzo poważnie podchodził do tego tematu, gdyż on na wszystkie swoje sukcesy musiał mocno zapracować. Nie zniósłby zatem obecności kogoś, kto zostawia wszystko losowi, przypadkowi czy innemu fatum, które nad tym kimś ciąży. Jeśli już miałby się wiązać i czuć się szczęśliwym, to tylko wtedy, gdyby miał u boku tak samo zaradną i pracowitą osobę jak on sam.
Ale odchodząc od tych dygresji miłosnych i idealnego związku, który ma miejsce tylko w jego wyobraźni. Chłopak po roku pracy w barze Sunset już przywykł do tego, że jest tu czasem głośno. Wprawdzie był typem osoby samotnej, która częściej spędzała wieczory na uporządkowywaniu własnych myśli, bądź odpoczywając, aczkolwiek niezłomność i chęć dążenia do określonych celów budziła w nim dodatkowe siły, dzięki którym wieczory czy nawet całe noce w pracy, były dla niego tylko kolejnym krokiem ku lepszej przyszłości. Ciekawe tylko ile jeszcze ma psychiki do tego, by tak dzielnie znosić wszystkie przeciwności i czy zdrowie nie ucierpi przez jego napięty kalendarz.
Jak zostało wspomniane wcześniej, chłopak przyciągał tylko i wyłącznie aparycją. Jego osobowość była dużo cięższa do zniesienia i wiele dziewczyn zrezygnowało z jego względów, gdy tylko poczuły na własnej skórze jak zimny i obojętny może być Argentyńczyk. Nie uznawał się za - jak to mawiał Borat - "magnes na cipki". Wierzył w coś podobnego do przeznaczenia, albo zwykłego przypadku: jeśli ma spotkać kogoś, z kim ma spędzić resztę życia, to prędzej czy później się z tym kimś zejdzie. Może i było to głupie, ale pozwalało mu na realizacje wszystkich celów i marzeń, kosztem sfery miłosnej.
Po krótkiej przerwie wrócił do rytmu pracy, rozlewając kolejne hektolitry piwa i różnej maści alkoholi, mieszając je celem stworzenia z nich istnych eliksirów młodości, odwagi i pewności siebie - takie bowiem skutki przynosiło nadmierne picie alkoholu dla większości osób w barze. Zrobiło się dużo głośniej, DJ pracujący przy parkiecie podgrzał atmosferę puszczając skoczniejsze kawałki, które poderwały na nogi kilka dodatkowych osób. Parkiet się zapełniał, na zewnątrz było już ciemno, a biznes się kręcił. Trudno było tylko znaleźć czas na wyjątkowego gościa w osobie Charlie. No ale - kto jak nie on znajdzie?
Zerknął na nią kątem oka i uniósł brwi, patrząc na nią z lekkim wyrzutem. Standardowo wycierał również wtedy szklanki, których miał do dyspozycji co raz mniej.
- Dzisiaj pracuję krócej, niż zwykle, więc nie przysługuje mi przerwa. - wyjaśnił, choć tak naprawdę nie był to jedyny powód takiej odpowiedzi. Czy ona naprawdę myślała, że barman może teraz "ot tak" opuścić posterunek? Dawno nie widział tu tylu ludzi na początku tygodnia, najwidoczniej przegapił gdzieś napis o imprezie tematycznej, dotyczącej rozpoczęcia roku szkolnego dla uczniów wszystkich londyńskich szkół. Musiał jeszcze stać za barem dwie godziny, a jakieś kilkanaście minut przed skończeniem zmiany, przyjdzie też zapewne inny pracownik, który ma obsługiwać ludzi na dzisiejszym evencie. Do tego czasu jednak był zmuszony do ciężkiej pracy, obsługi klientów i do lakonicznych, czasami mało wymyślnych odpowiedzi.
Ale potem... kto wie? Może jakiś taniec? Tylko dlaczego on właśnie o tym pomyślał?
- Korzystając z chwili spokoju... masz na coś ochotę? - spytał, wycierając lekko zaparowane, od ciepła panującego w klubie, okulary.
Właściwie, to dzięki pomocy innych współpracowników, przygotowanie drinków szło szybciej niż się spodziewał. Gdy brakło jakichś składników, nie musiał fatygować się na zaplecze, by uzupełnić zapasy na sali - robili to za niego kelnerzy i kelnerki. Dodatkowo pomagała mu wprawa w mieszaniu alkoholi, zatem wszystko przygotowywał sprawnie i bez jakichkolwiek nieprzewidzianych problemów.
- I od razu mówię: nigdzie nie znikaj. Łatwiej będzie mi pracować, wiedząc, że jesteś gdzieś blisko. - uśmiechnął się nieznacznie w jej stronę, przestrzegając ją przed nachalnymi licealistami, którzy hurtem zaczęli zjawiać się w barze i wypijali co raz więcej litrów alkoholu. Nie był głupi, wiedział, że niektórym nie idzie przetłumaczyć pewnych racji, zatem bezpieczniej było, gdy Lyttelton znajdowała się obok niego. Tylko... dlaczego on się o nią martwił? To duża dziewczyna, poradzi sobie w razie problemów. Z drugiej strony... nie ma co kusić losu. Lżej mu było wtedy gdy ją widział, nieważne czy przelotem, czy twarzą w twarz, więc niech lepiej cały czas ma ja na widoku. Wszyscy na tym tylko skorzystają, a zwłaszcza on - w końcu jej oczęta to sama przyjemność, a widok uśmiechniętej, ładnej licealistki to tylko kolejny zacny powód do tego, by jej nigdzie nie spławiać.
 
   Podziel się na:     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  




czo.pl - załóż darmowe forum już dziś!







Większość obrazków została zaczerpnięta ze stron takich jak zerochan. Jeśli pojawiła się tutaj jakaś twoja praca, a nie życzysz sobie, by tu była - skontaktuj się z administracją forum, a grafika zostanie niezwłocznie usunięta ze strony.
Styl oraz większość kodów została wykonana przez corazon
więcej znajdziesz na stronie
{dostosowane do czo.pl}
Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 7